Droga do Piotrkowa Trybunalskiego
Każdy, ponad 40-letni sympatyk Piasta Gliwice, dokładnie pamięta datę 22 czerwca 1983r. Tego dnia, naprzeciwko siebie, w rozgrywkach o Puchar Polski, stanęły drużyny Budowlanego Klubu Sportowego Lechia i Gliwickiego Klubu Sportowego Piast. Mecz rozpoczął się punktualnie o godzinie 17:00 w Piotrkowie Trybunalskim. Na trybunach stadionu XXXV-lecia PRL zasiadło według różnych źródeł od 15 do 17 tysięcy ludzi. Ponad jedną trzecią tej liczby zajęli sympatycy z nad morza, zaś ze Śląska przybyło około 4 tysiące kibiców „Piastunki”. Dzień przed meczem w Gliwicach rozeszło się 3 tysiące wejściówek.
Zanim wrócimy do przebiegu meczu i atmosfery panującej na obiekcie, przypomnijmy sobie jak wyglądała droga gliwickiego Piasta do XXIX Finału Pucharu Polski, który przypadł na sezon 1982/1983.
Piast swoją przygodę z Pucharem Tysiąca Drużyn rozpoczął od II rundy eliminacyjnej. Pierwszym przeciwnikiem okazał się zespół Walcowni Czechowice. Gliwiczanie odnieśli pewne zwycięstwo 4:1 na boisku przeciwnika, bramki zdobywali: Andrzej Śliz, Marian Czarnohorski, Ryszard Kałużyński oraz Bronisław Kabat. W III rundzie eliminacyjnej do karteczki z napisem GKS Piast Gliwice, została dolosowana ta z Motorem Praszka. Mecz odbywający się na terenie rywala, tym razem był bardziej wyrównany i skończył się rezultatem 1:2 (0:2), bramki zdobywali: Andrzej Kloza oraz Marek Majka. Mecz 1/16 finału to już domowy pojedynek z I-ligową, stołeczną Gwardią. Warszawiacy już po pierwszej połowie byli zmuszeni do uznania wyższości jedenastki z Gliwic. Końcowy rezultat wynosił 4:2 (4:1), bramki zdobywali: Marek Majka - 2, Andrzej Kloza oraz Marian Czarnohorski. W meczu 1/8 finału na teren Śląska przyjechał Bałtyk Gdynia. Pojedynek obu drużyn skończył się wynikiem 2:1 (2:0), gole strzelali: Ryszard Kałużyński oraz Marek Majka. Po tych zawodach na placu boju zostało już tylko 8 drużyn: Górnik Zabrze, Lech Poznań, Lechia Gdańsk, Legia Warszawa, Piast Gliwice, Ruch Chorzów, Wisła Kraków oraz Zagłębie Sosnowiec. Sześć drużyn z I Ligi, jeden wieczny drugoligowiec oraz III-ligowa Lechia. W 1/4 los Piasta został skojarzony z krakowską Wisłą. Mecz według przepisów odbył się na stadionie niżej notowanego przeciwnika. Piast po bramce w pierwszej połowie odniósł zwycięstwo 1:0 (1:0), gola zdobył Andrzej Kloza.
W półfinale Pucharu Polski zagrały ze sobą drużyny Lechii Gdańsk z Ruchem Chorzów oraz Piasta Gliwice z późniejszym mistrzem Polski Lechem Poznań. „Piastunki” wygrały 1:0 (0:0) po bramce Marka Majki. Tak ten mecz relacjonował Adam Barteczko z katowickiego „Sportu”:
„O pierwszej części niewiele można napisać. Słabe tempo, mało składnych, przemyślanych akcji, niewiele sytuacji do strzelenia bramek. Wprawdzie pierwszoligowcy mieli więcej z gry, ale rozgrywali piłkę zbyt chaotycznie, by mogło to przynieść jakieś efekty. Na dobrą sprawę wicelider 1. ligi przewyższał Piasta wyłącznie siłą fizyczną. Wystarczyło jednak trochę ambicji ze strony drugoligowców żeby i ta różnica nie była specjalnie widoczna. Wszystko wskazywało więc na to, że bez dogrywki seria karnych nie odbędzie się.
Mniej więcej od 50 minuty, spotkanie stało się jednak o wiele bardziej interesujące. Hasło do większego wysiłku dali Gliwiczanie. W 52. minucie zupełnie wyprowadzili w pole doświadczonych obrońców Lecha (akcję zainicjował Śliż) i co najmniej trzykrotnie powinien Pleśniorowicz wyciągać piłkę z bramki. Dopisało mu w tym momencie niesamowite szczęście.
Zaraz potem Mirosław Okoński rozpoczął „taniec z piłką” na polu karnym, ale w najważniejszej chwili przydarzył mu się kiks. Więcej przytomności umysłu wykazał na kilkanaście minut przed końcem meczu Majka, który piękną główką zakończył akcję swoich kolegów z drużyny. W ten sposób odbyło się pożegnanie faworytów z Pucharem Polski. Piast wystąpi w finale.”
W równoległym spotkaniu III-ligowa Lechia uporała się po dogrywce i rzutach karnych z obecnym liderem I Ligi. Była to największa niespodzianka w historii Pucharu Polski, do ostatecznej batalii przystąpiły dwa zespoły spoza piłkarskiej elity.
Przed meczem finałowym gliwiczanie wyjechali na zgrupowanie do Sulejowa. Trener Teodor Wieczorek zabrał ze sobą 18-osobową kadrę. Niestety, wśród zawodników Piasta zabrakło Andrzeja Klozy, który w drodze do finału zdołał umieścić trzykrotnie futbolówkę w siatce. Musiał pauzować za żółte kartki. Kontuzjowani również byli Żmuda i Majka, jednak ten ostatni zdołał wyleczyć uraz do rozstrzygającej bitwy. W międzyczasie gdańska Lechia zdołała uzyskać promocję do II ligi, jak się okazało w przyszłości był to tylko jednoroczny przystanek w drodze na salony. Obserwacja rywala była trudnym zadaniem. Ostatnie mecze sezonu Lechia, mająca sporą przewagę nad resztą stawki, grała nie demonstrując wszystkich swoich walorów. Finał był pierwszym meczem Piasta w rundzie zasadniczej w którym to właśnie on był faworytem.
Trener Piasta przed zawodami wypowiadał się dla „Przeglądu Sportowego” o zawodnikach Piasta:
„Chłopcy już od dawna byli stale myślami przy spotkaniu finałowym. Tym tłumaczy również ostatnią niespodziewaną porażkę na własnym stadionie z Celulozą. Nie oswojeni na co dzień z tak ważnymi próbami bardzo się denerwowali.”
Stefan Szczepłek dla „Piłki Nożnej” przeprowadził również wywiad z trenerem Wieczorkiem.
O finale:
„(…) Piast jest w II lidze, a Lechia kiedy walczyła o puchar była w III (…). Teoretycznie jest między tymi zespołami różnica jednej klasy rozgrywkowej. Ale to jest specyficzna rozgrywka i drogi obydwu drużyn do finału świadczą, że zdecydowanego faworyta nie ma. Ja dawałbym szanse po pięćdziesiąt procent. Ale „ze wskazaniem” na Piasta.”
O podobieństwu Piasta i Zagłębia Sosnowiec z którym Wieczorek grał w finale PP:
„Sytuacja jest trochę podobna do tej sprzed lat. Gliwice wciąż czekają na 1 ligę, ale jak dotychczas grają w niej jedynie piłkarze wywodzący się z tego miasta. Drużynie nie było to dane. Lubański, Gałeczka czy Buncol strzelali gole dla innych zespołów. Dlatego stoimy przed kolejną szansą. Jak nie ekstraklasa, to chociaż Puchar Polski i reprezentowanie Polski w europejskich rozgrywkach. Nie udało się w roku 1978, kiedy w finale pokonało nas Zagłębie. Może uda się teraz.”
O rywalu z Gdańska i obserwacji rywala:
„(…) Wcześniej zakładaliśmy w prawdzie, że może to być nasz przeciwnik, ale ponieważ nie było to pewne, nie wysyłaliśmy na mecz gdańszczan żadnego obserwatora. Dopiero teraz był na meczu Lechii mój asystent – Jan Ulman. Wrócił pełen uznania dla naszego rywala, który kilka dni po wyczerpującym pojedynku z Ruchem wygrał mecz ligowy aż 6:0 i jest już w II lidze.”
O formie Piasta:
„Jesteśmy dobrze przygotowani. Nie udało nam się wygrać rywalizacji z Górnikiem Wałbrzych, straciliśmy kilka punktów w innych grach, toteż wszystkie siły rezerwujemy na finał.”
Ze strony Lechii dla „Piłki Nożnej” wypowiadał się 35-krotny reprezentant Polski Roman Korynt.
O nastrojach odnośnie wyniku:
„Dominuje oczywiście optymizm. Pytany przez znajomych stawiam oczywiście na piłkarzy Lechii, licząc, że będą walczyć z taką pasją i wigorem jak poprzednio, ale… przestrzegam tez przed Piastem, którym kieruje wytrawny strateg Teoś Wieczorek.”
O sukcesie gdańszczan jakim jest finał:
„Lechia znów na ustach gdziekolwiek człowiek się pokaże. Do Piotrkowa zakłady pracy wysyłają wiele autokarów, organizowane są dodatkowe pociągi. Myślę, że choć z Gliwic tam bliżej – przewagę będą mieć nasi kibice”
Roman Korynt miał rację, już od rana tysiące kibiców z północy i południa Polski przemierzało setki kilometrów, aby zobaczyć na żywo swoje drużyny w decydującym meczu o Puchar Polski. Zwycięzca miał zagwarantowany start w Pucharze Zdobywców Pucharów.
Niedziela, 22 czerwca, pierwszy dzień astronomicznego lata okazał się łaskawy dla piłkarzy. Jak na tę datę nie było wielkich upałów, jednak i tak lekarz na stadionie miał mnóstwo pracy przy omdleniach kibiców. Przed głównymi zawodami odbyło się spotkanie finału mistrzostw województwa juniorów. Jednym z zespołów była Lechia Tomaszów, a drugi podobno grał w niebiesko-czerwonych barwach. Wniosek mógł być tylko jeden - rywalizacja kibiców rozpoczęła się grubo przed pierwszym gwizdkiem sędziego.
W końcu przyszedł upragniony sygnał do rozpoczęcia najważniejszego meczu w historii Lechii i Piasta. Rozjemcą zawodów był Pan Edward Norek z Krakowa. W tamtych czasach jeden z lepszych polskich arbitrów. Gliwiczanie wystąpili w strojach czerwono-białych, a piłkarze z Gdańska w kostiumach biało-czerwonych.
Tak relacjonuje pierwsze minuty Jerzy Konopka:
„Grę rozpoczął Piast, ale pierwszy groźniejszy atak zainicjowali gdańszczanie. Licznie przybyli sympatycy tej drużyny długo nie musieli czekać na gola. Po rzucie rożnym Górski strzelił z kilkunastu metrów i Lechia objęła prowadzenie. Po utracie bramki gliwiczanie rzucili się do ataku, ich akcjom jednak brakowało precyzji i z reguły kończyły się przed polem karnym gdańskiej drużyny. Oba zespoły w tym okresie popełniały sporo błędów, zwłaszcza defensywę.”
O podwyższeniu wyniku:
„W 39. minucie właśnie po kiksie stopera Piasta Kałużyńskiego ,piłkę przechwycił Kowalczyk i nie zmarnował okazji 2:0. Takiego obrotu sprawy mało kto się spodziewał(…)”
O bramce kontaktowej dla Piasta:
„(…) kiedy do zakończenia tej części gry brakowało dosłownie trzech minut, Kulwicki sfaulował ostro szarżującego Śliwę w obrębie pola karnego. Arbiter podyktował jedenastkę, której bezbłędnym egzekutorem był Kałużyński”
O grze i sytuacjach po zmianie stron:
„Po przerwie idealną sytuację zmarnował Józefowicz trafiając piłką w słupek. Z kolei w kwadrans później nie popisał się Majka pudłując z najbliższej odległości. W tym czasie Piast mocno przyspieszał i uzyskał optyczną przewagę.
Losy meczu mogły się rozstrzygnąć w 60. minucie, podanie Polaka przejął Grembocki i tylko interwencją ręką obrońcy Piasta zapobiegła utracie gola. Gdańszczanin strzelał bowiem bardzo precyzyjnie. Za to przewinienie sędzia podyktował karnego, a strzelający jedenastkę Salach nie wytrzymał napięcia i nie trafił w bramkę.
Do końca trwała zażarta walka o każdy metr boiska. Gliwiczanie za wszelką cenę starali się wyrównać. Lechiści bronili korzystnego rezultatu, ale była to obrona aktywna. Biało-zieloni nie rezygnowali z kontr, każda z nich nosiła w zarodku bramkę.”
Po meczu na konferencji prasowej wypowiedzieli się trenerzy. Spisywał Andrzej Chyliński z „Wieczoru Wybrzeża":
Teodor Wieczorek: „Lechia zasłużyła całkowicie na sukces. Z tej młodej jeszcze dziś drużyny, może wyrosnąć w niedalekiej przyszłości wspaniały zespół, pod warunkiem, że pozwoli mu się w tym składzie okrzepnąć, ochronić od rozbicia. Moja drużyna wymaga reorganizacji. Przecież nie wolno bezkarnie tracić bramek w równie nie bramkowych sytuacjach, w dodatku nie strzelając ich w warunkach ku temu sprzyjających. Gratuluje Lechii tego sukcesu i życzę jej by spełniła oczekiwania swoich nie mniej wspaniałych kibiców”
Jerzy Jastrzębowski: „To był dla nas najcięższy, ze wszystkich pucharowych meczów tej edycji. No, ale stawka była najwyższa. Wystarczyło tylko zerknąć na stojący na stole, tuż przy linii autowej boiska puchar, by wydusić z siebie resztki sił. Mimo sukcesu doskonale znamy swoje słabości. Drużyna ta, o średniej wieku 22 lata, wymaga wzmocnień na kilku pozycjach. Konkretnych piłkarzy na konkretne pozycje, a nie transfery na żywioł. Nie popełnimy błędów sprzed lat, kiedy zakupiliśmy hurtem 12 piłkarzy i potem niewiadomo było co z nimi zrobić.”
W trakcie meczu na trybunie prasowej obserwatorzy zwrócili uwagę na sprawozdawcę Polskiego Radia, który to znał tylko zawodników Piasta. Gracze z Gdańska byli dla niego kompletnie anonimowi.
Po zakończeniu spotkania dziennikarze zwrócili uwagę na postawę fanów z Gliwic. Tak to opisuje Andrzej Chyliński z „Wieczoru Wybrzeża”:
„(…) Oddać trzeba ukłon kibicom Piasta, że gdy rzecz się rozstrzygnęła i puchar trafił do rąk Ryszarda Polaka i jego kolegów, gliwiczanie nie żałowali rąk i gardeł, by pogratulować rywalom sukcesu. W sektorze loży honorowej zajmowanym przez licznie reprezentowaną ekipę Gliwic, było cicho, ale już nie tak nerwowo. Później, kiedy członek Rady Państwa Emil Kołodziej szedł z pucharem w kierunku piłkarzy Lechii, znów buchnęły oklaski.”
Oraz przed meczem:
„(…) Przyznajmy uczciwie, że chwile poprzedzające spotkanie należały do sympatyków Piasta, dopiero utrata bramki przez ich pupili już w ósmej minucie meczu ostudziła ich zapał (…).”
Kibice, którzy byli na meczu wspominają o bardzo dokładnej kontroli przed wejściem na trybuny, nie dało się przemycić alkoholu. Po spotkaniu straty były zanotowane tylko po stronie gdańszczan. Fani z Wybrzeża musieli zapłacić w sumie 70 tys. zł grzywny za zwolnienia z aresztów. Na stadionie przez tych samych kibiców zostało zniszczonych prawie 200 dwumetrowych żerdzi siedzeń. Ogólnie finał oceniono na bardzo spokojny.
Nagrodą, dla gdańskiej Lechii i jej sympatyków oprócz pucharu, była możliwość zmierzenia się w PZP z Juventusem Turyn, w którego składzie byli m. in. Michael Platini oraz Zbigniew Boniek czy Król Strzelców Mistrzostw Świata 1982 Paulo Rossi. Mecz w Gdańsku zakończył się wielką manifestacją przeciwko milicji i ówczesnej władzy oraz poparciu Solidarności i Lecha Wałęsy, który był obecny na obiekcie we Wrzeszczu.
BKS Lechia Gdańsk 2-1 GKS Piast Gliwice
Bramki: Krzysztof Górski ‘8, Marek Kowalczyk ‘39 - Ryszard Kałużyński ‘43.
Lechia: Tadeusz Fajfer, Andrzej Marchel, Lech Kulwicki, Andrzej Salach, Dariusz Raczyński, Zbigniew Kowalski (Roman Józefowicz ‘40), Jacek Grembocki, Marek Kowalczyk, Dariusz Wójtowicz, Krzysztof Górski, Ryszard Polak (Jarosław Klinger ‘63).
Piast: Jan Szczech, Henryk Pałka, Adam Wilczek, Ryszard Kałużyński, Jan Mirka, Marcin Żemaitis, Andrzej Śliz, Zbigniew Żuraw, Marian Czernohorski, Marek Majka, Marian Brzezoń (Henryk Tkocz ‘76).


15 - Wojciech Kędziora
9 - Tomasz Podgórski
21 - Wojciech Kędziora
2 - Jan Buryan



